Niuanse
I Ty możesz być jak Carolyn?
To było do przewidzenia. Zaczęło się od zdjęć, ponoć próbnych, które wywołały lawinę krytyki i niewiele więcej. Kwestionowane były dobór ubrań, odcień włosów, a nawet ich cięcie, co przy włosach długich naprawdę wymaga wnikliwości. Nie podobały się krój płaszcza i tani wygląd dżinsów. I w ogóle kto to widział, żeby bohaterka aż tak różniła się urodą od oryginału?
Dwa mrugnięcia okiem i już mamy gotowy serial. Tak, zgadliście, chodzi o „Love Story: John F. Kennedy Jr. i Carolyn Bessette”, dziesięć odcinków o życiu jednej z najbardziej śledzonych i komentowanych par lat dziewięćdziesiątych. Kostiumy zostały dopracowane i po niedociągnięciach śladu nie ma, acz wciąż uważam, że nie jest to sto procent ani nawet dziewięćdziesiąt. Rudy Mance, kostiumograf serialu, na łamach artykułu Daniela D’Addario w “Variety” utrzymuje, że starał się jak najwierniej oddać oryginalne stroje z epoki. I fragmentarycznie mu się to udaje: zdobywa owalne okulary Selima Optique, które dziś nazwane są na cześć Bessette-Kennedy; sprowadza vintage torebkę Prady, którą odnajduje… w Ukrainie. Ale też korzysta z wielu projektów współczesnej (i kochanej na TikToku) marki Aritzia, w tym satynowych poliestrowych sukienek. Domyślacie się zapewne, że mimo marnego składu wyprzedały się natychmiast. I ta droga na skróty jest Mance’owi wypominana tu i ówdzie, wraz z dobrymi radami, jak upolować oryginalne ubrania Calvina Kleina z lat dziewięćdziesiątych. Nie to, że nie próbował. Dowody możemy dziś oglądać na nowojorskiej aukcji oryginalnych ubrań vintage nawiązujących bezpośrednio do szafy Carolyn. Pośród zebranych pozycji znalazły się również te występujące w serialu (możecie obejrzeć je tutaj, co będzie istotne dla dalszej części tekstu).
W ogóle efekt serii jest błyskawiczny, według wyszukiwarki Tagwalk, zainteresowanie marką Calvin Klein od zeszłego sezonu wzrosło o 347% (źródło). Dla niewtajemniczonych? Carolyn Bessette pracowała u Calvina Kleina i nosiła Calvina Kleina. Między innymi, bo i Yohji Yamamoto czy Rei Kawakubo potrafili się tu i ówdzie się zaplątać (ach, te dopasowane żakiety zapinane na dziesiątki guzików…). Wyszukiwania nazwisk głównych bohaterów historii również notują nagłe wzrosty i wzmożone procenty. Co za tym idzie, już nam wzrasta moda na omawianie i odtwarzanie stylu Carolyn. Przy tej okazji zrobiłam wirtualny tour po wybiegach Kleina, Yamamoto czy Prady, nie wspominając o zdjęciach, na bazie których powstały wspomniane kostiumy, i wniosek mam jeden. Moda lat dziewięćdziesiątych niosła w sobie coś wyjątkowego i nieodtwarzalnego. Nieuchwytne są to szczegóły, tak jakby zapachy czy nawet gęstość powietrza były zupełnie inne niż dziś. To się widzi i odczuwa, choć ciężko zebrać całość w jedno słowo.
W którym momencie historii mody niuanse tak bardzo straciły na wartości?
To jest coś za coś. Bo doskonałe krawiectwo wymaga albo nienagannej sylwetki (cokolwiek to znaczy w 2026 roku), albo perfekcyjnego dopasowania. Wraz z modą na oversize dość mocno nam się dobre konstruowanie ubioru poluzowało i zaczęło wybaczać bardziej poślednim talentom, że tak się eufemistycznie wyrażę. Oraz - najprostsza rzecz na świecie - przestało się opłacać. Czyżby to był jeden z głównych powodów, dla których tak często sięga się do archiwów? I nie mówię tylko o największych domach mody. Spróbujcie wyszukać sobie nawet dawne linie H&M pod nazwami Hennes czy Impulse. Albo bardziej lokalnie: Hoffland, Cora, Cotton Club. Gołym okiem dostrzeżecie rozwiązania, które z logistycznych powodów przestały występować lub występują sporadycznie.
Pierwszym takim naprawdę wyraźnym momentem, który przeciął czasy na pół, był kryzys w roku 2008. Nawet jeśli nie potraciłyście kasy zainwestowanej w obiecujące fundusze, mogłyście zauważyć nagły spadek jakości w sklepach odzieżowych. Doskonale się złożyło: sieciówki na potęgę czerpały z kolekcji Ricka Owensa i im podobnych. W baaardzo dużym skrócie: z dużym marginesem materiału, więc pasujące na więcej sylwetek, a wymagające mniej stopniowania. Zniknęły dodatkowe kieszonki, szczypanki, patki, karczki i różne inne elementy wymagające precyzji i czasu spędzonego przy produkcji. Owszem, nie tak zupełnie, lecz zauważalnie. Moda się uprościła znacznie, co okrzyknięte zostało “nowym minimalizmem”. Tylko czy minimalizm oznacza rezygnację ze wszystkiego, co jakkolwiek intrygujące na rzecz dwóch wymiarów i oszczędności?
Patrzę dziś na marynarki i płaszcze Carolyn, na ołówkowe spódnice i lekko rozszerzane ku dołowi sztruksy. Na dopasowane golfy i mini t-shirty. Co może być trudnego w odtworzeniu tak prostej garderoby? Właśnie te niuanse. Maleńkie detale. Czasem trudne do opisania, bo albo się je widzi, albo nie. Albo poważniejsze historie, jak skład materiału, dobra jakość wełny, kaszmiru czy bawełny, sztuczne domieszki tylko w uzasadnionych przypadkach. Plus, rzecz jasna, sama jej postać, bo ubrania bez niej nie miałyby takiej mocy.
Mam trochę pamiątek z lat dziewięćdziesiątych. To rzeczy skrojone absolutnie doskonale. Nie upieram się, że “dziś prawdziwej mody już nie ma”, bo dzieją się fantastyczne rzeczy. Czy to na wybiegach, czy u niezależnych projektantów, czy nawet w sieciówkach. Coś jednak odeszło i żadna rada pt. “Wyglądaj jak Carolyn w trzech prostych krokach” nie zmieni tego stanu. Jej styl, bardzo osobisty i charakterystyczny, dziś staje się narzędziem marketingowym. Nie zdziwię się, jeśli za chwilę w Shein czy podobnym przybytku pojawi się dział opisany jej nazwiskiem. A w nim biel, czerń i beż po trzy dolary za sztukę, do pierwszego prania.
Nie znaczy to, że dopasowany kardigan z Arket zapinany na imponujący rząd guzików nie śni mi się po nocach. I że nie wyjęłam z szuflady “szylkretowej” opaski do włosów. I że nie sięgam znów po maleńkie t-shirty czy dłuższe ołówkowe spódnice (Jackpot, Vinted, 20 zł). Nie łudzę się jednak, bo ani wzrostu, ani koloru włosów, ani wielu innych cech naszej bohaterki po prostu nie posiadam. Tak jak i ona nie posiadała moich. Pełen luz. Te nawiązania traktuję bardziej jak mini hołd dla postaci, swobodną inspirację (jakoś słowo “zabawa” w kontekście historii Carolyn nawet w luźnym tekście o modzie mi nie pasuje). Mrugnięcie okiem w stylu “kto wie, ten wie”. Tym bardziej, że gdy połączyłam pewien żakiet, ewidentnie inspirowany archiwalnym projektem Yamamoto z długą wąską spódnicą, osiągnęłam efekt bliższy Angeli Merkel niż CBK. No hard feelings.
Z zaciekawieniem obserwuję tę falę zainteresowania, wpisując ją sobie do notatek z obecnego roku, bo jestem pewna, że potrwa dłużej niż kilka tygodni i będzie dla naszych czasów całkiem istotna. Dobrze się wpasowuje w zmęczenie nadmiarem bodźców i prędkością wszystkiego wokół. Intrygująca prostota zatrzymująca wzrok na dłużej. Kojąca wręcz. Zachęcająca do poszukiwań spokojniejszych i bardziej jakościowych.
P.S. 1. O Carolyn Bessette-Kennedy opowiadałam Wam już jakiś czas temu w odcinku “Wehikułu” o roku 1998, gdy jej styl królował i mocno zaznaczał minimalistyczny kierunek, swoistą przeciwwagę dla grunge’ u czy subtelnie zaznaczających obecność podwalin Y2K. Wcześniej, bo w 2012 roku pisałam też o jej stylu na blogu, odsyłając do pinterestowych zbiorów. Wciąż istnieją, więc zapraszam.
P.S. 2. Mimo pozorów to nie są ani zdjęcia z lat 90., ani kadry z serialu, a kampania marki Rouje z 2022 roku, inspirowana ujęciami słynnej pary. Dowód na to, że dzisiejszy wzrost zainteresowania tematem może i jest intensywny, ale wcale nie nowy. Przy okazji warto zwrócić uwagę na stylizacje partnera modelki, bo tak naprawdę to one wykonują połowę roboty, przenosząc miejsce akcji w czasie. Rouje nie oferuje ubrań męskich, co czyni ten zabieg jeszcze ciekawszym.



P.S. 3. Zainteresowanym życiem CBK polecam książkę “Once Upon a Time: The Captivating Life of Carolyn Bessette-Kennedy” Elizabeth Beller z 2024 roku, na motywach której powstał wspomniany serial. A zainteresowanym stylem - wydany w 2023 roku piękny album “Carolyn Bessette Kennedy A Life in Fashion” Sunity Kumar Nair.


Od tygodnia intensywnie myślę nad tym tematem, bo trochę mnie kłuje, że styl mojej ukochanej ikony stał się mainstreamowy. Przeraża mnie fala reelsów "The Carolyn Bessette effect" rozpoczynająca nową falę klonów. Większość tych stylizacji, odtworzonych w sieciówkach marnej jakości, nie ma nic wspólnego z etosem lat 90 - ceniącym indywidualizm, minimalizm i jakość. Wolałabym, aby główną myślą jaką ludzie wyniosą z tego serialu było "Podkreślaj ubraniem swój charakter" a nie bezmyślne kopiowanie czarnych stylizacji.