Błędne koło
Wszędzie, wszystko, to samo.
Przygotowywałam niedawno odcinek “Encyklopedii mody” o ulicznych stereotypach miast i przyszedł mi do głowy pewien wniosek, którym zresztą w rzeczonym odcinku się podzieliłam. Otóż dziś bardziej niż kiedykolwiek ludzie na ulicach wyglądają podobnie, bez względu na położenie geograficzne, bo po prostu mają dostęp do tych samych zasobów. Dokładnie tych samych. Te same marki, te same kolekcje, te same fasony, kolory i mikrotrendy. I owszem, moda trochę jednak po to jest i siłą rzeczy nas ujednolica, a my wręcz cieszymy się, że pasujemy do reszty będącej na czasie. A z drugiej strony ta sama moda daje nam nieograniczoną swobodę wyboru, by móc wyrazić się jak najbardziej po swojemu. Czy skorzystamy z tej wolności, czy jednak będziemy się kurczowo trzymać bezpiecznych i powszechnie rozumianych tematów?
Wnioski te szybko przeniosły się na nieco inny grunt, a mianowicie: w całej mojej algorytmicznej bańce związanej z branżą mody od pewnego czasu wciąż widzę i czytam dokładnie to samo. Wystarczy jeden nośny temat i nie da się od niego odczepić. Magluje go prasa, maglują go konta eksperckie i wizerunkowe, i jakimś dziwnym przypadkiem brakuje naprawdę oryginalnego albo po prostu własnego zdania lub śmiałości, by ugryźć temat od innej strony lub pominąć na rzecz czegoś znacznie bardziej świeżego i zaskakującego. Mogę przyjmować zakłady, że w najbliższych dniach mój feed zaleją relacje z Kopenhaskiego Tygodnia Mody, na podstawie kilku intensywnych i wypełnionych po brzegi estetycznymi bodźcami dni zostaną ustalone “jedyne słuszne trendy na wiosnę”, bo przecież “wszyscy w Kopenhadze noszą to i tamto”.
Na ile będzie to spontaniczne, a na ile podyktowane kontraktami reklamowymi, dziś można się dość szybko zorientować. Jeśli to będzie ekscytujące - wszystkie chwyty dozwolone. Inna sprawa, co to znaczy “wszyscy” oraz czy naprawdę “te buty już pokochały redaktorki mody, my znaleźliśmy ich wersję za 20 zł”. Swoją drogą chyba już nikt takich tekstów nie pisze, tylko zleca odpowiedniemu modelowi generatywnemu AI - może i lepiej.
A skoro już przy sztucznej inteligencji i modelach jesteśmy, to dołożę kolejny wątek. Tym razem na podstawie coraz doskonalszych technologii markowania rzeczywistości na zdjęciach czy filmikach. Czy wiecie, że odpowiedni prompt (i to wcale nie za długi) jest w stanie wygenerować całkiem realistyczne zdjęcia lub film w stylu UGC (“user generated content” dla niewtajemniczonych)? Spójrzcie tylko na stworzoną naprędce w ChatGPT influencerkę @kasia_beauty (ten pseudonim również został losowo wygenerowany, niech żadna prawdziwa Kasia nie bierze go do siebie). Zareklamuje szminkę albo krem, ubierze się w najnowszą kolekcję marki XYZ, na każdym zdjęciu wyjdzie doskonale, a w dodatku nie marudzi, że jej drugi profil byłby lepszy. Kasia nokautuje mnie w większości wizualnych sytuacji, wcale nie dlatego, że według niektórych znacznie lepiej się prezentuje, lecz dlatego, że posłusznie zrealizuje brief klienta, w zależności od wieku grupy docelowej, bez narzucania swojej osobowości czy, nie daj Boże, montypythonowskiego poczucia humoru. Ładnie się umaluje i uśmiechnie, ustawi telefon w taki sposób, by post został dostrzeżony przez algorytm, wejdzie w viral i sprzeda produkt. A że nigdy go nie wypróbowała, bo przecież nie istnieje? Mam wrażenie, że za moment przestanie to kogokolwiek obchodzić. Bo i tak już nie ufamy mediom społecznościowym. W sumie dobrze robimy. Kasiu, kupiłaś do łazienki obrazki z odwróconymi napisami! Dobrze, że masz lustro. A Instagram prędzej zbanuje moje konto za zdjęcie pierogów, które narusza regulamin, promując treści erotyczne (prawdziwa historia!) niż Twoje. Gdyby tylko istniało naprawdę, rzecz jasna.
Pójdźmy w takim razie w słowo pisane. Stwórzmy sobie w AI ekspertkę, którą wyślemy na uliczne przeszpiegi. Zapytajmy ją o obserwacje z dnia, który ledwo się zaczął. Oto, co wysłała po kilku sekundach:
Pierwszego dnia tygodnia mody w Kopenhadze od razu dało się wyczuć charakterystyczną, skandynawską równowagę między stylem a funkcjonalnością. Na ulicach wokół pokazów widziałam przede wszystkim oversize’owe sylwetki i techniczne okrycia wierzchnie – puchówki, kurtki z wysokimi kołnierzami i minimalistyczne płaszcze, noszone warstwowo. Dominowała stonowana paleta barw: szarości, beże i czerń, które uczestnicy przełamywali pojedynczym, mocnym akcentem kolorystycznym. Bardzo wyraźnie zaznaczyła się obecność luźnego denimu – prostych i rozszerzanych dżinsów zestawianych z ciężkimi butami lub sneakersami. Całość dopełniały praktyczne, duże torby i wyraziste dodatki, co tylko potwierdzało, że kopenhaski street style pozostaje wierny idei wygody, świadomej mody i osobistej swobody.
Pani korespondentka pięknie “szyje”, trzeba przyznać. Czy ten tekst jest słaby? Czy nie czytamy przypadkiem podobnych tu i ówdzie? Wszystko się zgadza i można by wstawić tam dowolną datę i dowolne miasto. Kilka zdjęć i “artykuł” na nasz portal gotowy. Może tylko bardziej wnikliwa czytelniczka będzie się zastanawiać, ile minimalistycznych płaszczy składa się na określenie “warstwowo”…
@kasia_beauty czy korespondentka były tylko żartobliwym, acz zaskakująco udanym eksperymentem. Obydwie dają radę, są sprawne w swoim fachu, choć - wybaczcie, dziewczyny - niezbyt charakterne. Na pewno przydać się mogą do treści e-commerce’owych, zapozują do zdjęć albo stworzą opis kolekcji spełniający wszelkie zasady SEO, gotowy do wklejenia na kolejny portal czy nawet na matrycę, która pójdzie do druku. Cóż za oszczędność czasu! Tylko czy aby na pewno chodzi tylko o czas lub dobrze skalibrowane algorytmy?
Skoro każdy z nas może sobie wygenerować własną Kasię czy komentatorkę mody, może warto by się zastanowić, w czym tak łatwo nie będziemy zastąpione?
To nie jest konkurs na najbardziej oryginalną osobowość, lecz próba ratowania resztek ludzkiego elementu, które gdzieś jeszcze po internecie dryfują. Osobisty styl pisania już od dawna wypierany jest przez konieczność pozycjonowania w Google’u, wypowiedzi - cenzurowane, żeby nas Spotify czy YouTube nie zbanowały, zdjęcia i filmy - tworzone z myślą o viralowych trendach, a nie autorskich środkach wyrazu. Czy wciąż się zastanawiacie, dlaczego wszystko wygląda i brzmi tak samo?
Dlatego z takim entuzjazmem w 2022 roku wskoczyłam na Substack, a dwa lata później cieszyłam się z Threadsów. Wprawdzie to drugie straciło swoją szansę po tym, jak ludzie stwierdzili, że jest to platforma do narzekania i rage baitu, lecz pierwsze wciąż daje nadzieję. Przychodzimy tu, bo chcemy pisać po swojemu, bez cenzury, bez rozliczania się ze statystyk i ładowania energii w komercję. Przychodzimy też, bo chcemy czytać dobre, niezależne teksty i poznawać punkt widzenia autorek i autorów, zamiast doceniać ich sprawność w komponowaniu zdań pod wyszukiwarki. I wreszcie: przychodzimy tu, bo jesteśmy widoczni (autorzy) i ważni (odbiorcy).
Wzrost zainteresowania profesjonalnie zaserwowanymi treściami nie jest przypadkowy. I nie chodzi o to, żeby autor czy autorka byli doskonali, perfekcyjni i nieomylni. Chodzi o to, że są ludźmi i nie obawiają się wyrażać po swojemu. Mają wiedzę i doświadczenie, mają własne obserwacje i wnioski, być może nie są wygodni dla wszystkich, ale od “bezpiecznych” treści mamy naszą Kasię i im podobne. One są dzisiejszym odpowiednikiem szarej dresówki A.D. 2008, mam ochotę zażartować, przy okazji może puszczając oczko do projektantów, którzy wychodzą z ustalonej przez algorytmy strefy komfortu (ten temat rozwinę niebawem).
A teraz odrobina materiałów pomocniczych.
O tym, że wszystko, wszędzie i to samo pisałam w poniższym tekście:
O wspomnianej na początku modzie miast i związanych z nią stereotypach opowiadałam tutaj:
Jeśli potrzebujecie informacji z pierwszej ręki, polegajcie na sprawdzonych źródłach. Na przykład System Magazine, WWD czy The Business of Fashion. Dzięki newsletterowi WWD wiem wszystko od razu i nie marnuję czasu na instagramową sieczkę. Na przykład ostatnio hurtowa liczba kont czuła się w obowiązku poinformować o śmierci Valentino Garavaniego, bez głębszej refleksji, bo chyba “tak wypadało”. Mam nadzieję, że przynajmniej autorzy wykupili licencję na ochoczo udostępniane archiwalne zdjęcia projektanta.
W mediach społecznościowych nieustająco polecam Mandy Lee (prognozuje trendy z godną podziwu trafnością) czy Agus Panzoni (fantastycznie łączy konteksty kulturowe z tym, co w naszych szafach).
Z eksperckich podcastów wybitne są Articles of Interest (fenomenalne spojrzenie na… nasze ubrania), The Business of Fashion Podcast (o biznesowej stronie mody, przystępnie podanej jednakże) czy nieco swobodniejszy w formie The Run-Through Vogue.
O ulubionych kontach na Substacku stworzę osobny post, bo musiałybyście przewijać dzisiejszy tekst w nieskończoność.
“Content to nie dziennikarstwo” - przytoczyłam tu niedawno słowa Eugene’a Rabkina, założyciela StyleZeitgeist. Myślę, że będą idealnym podsumowaniem dzisiejszych rozważań.




Niestety to jest prawda, że to jest błędne koło. Wszędzie w sieciówkach są podobne rzeczy. I jeszcze d tego z marnej jakości materiału. Dlatego od jakiegoś czasu szyję sobie ubrania u krawcowej. Może nie są one tak wspaniale skrojone, bo według moich pomysłów, ale przynajmniej tylko ja je mogę nosić ie spotykając nikogo w podobnym wdzianku. I oczywiście są uszyte ze świetnych materiałów, wełny, bawełny z certyfikatem, jedwabiu.